niedziela, 19 listopada 2017

Andreas Goldberger


Sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich wystartował! Po raz pierwszy w historii miejscem tego wydarzenia jest Polska, a dokładniej skocznia im. Adama Małysza w Wiśle.

Niestety w naszym kraju środek jesieni, w związku z czym organizatorzy mięli spore problemy z przygotowaniem skoczni, lecz najważniejsze, że się udało, a było warto, gdyż w pierwszym konkursie drużynowym nasi zawodnicy zajęli 2. miejsce!
Jak będzie podczas rywalizacji indywidualnej? Przekonamy się niebawem.

Wracając jednak do autografu, jego autorem jest austriacka legenda skoków narciarskich - Andreas Goldberger!
Dwukrotny brązowy medalista Igrzysk Olimpijskich, Mistrz Świata, Mistrz Świata w Lotach, trzykrotny zdobywca Kryształowej Kuli, dwukrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni.

To tylko niektóre z jego osiągnięć, a musicie przyznać, że robią one niesamowite wrażenie, w związku z czym nie powinniście się dziwić temu, że podpis ten jest dla mnie niezwykle cenny.
Został złożony niebieskim markerem na podłużnej karcie i pochodzi z wymiany.

czwartek, 16 listopada 2017

Gordon Banks


Dziś na blogu autograf od prawdziwej legendy angielskiego, jak i światowego futbolu, Gordon Banks!

"Jego interwencje są tak pewne jak nasze pieniądze w Banku Angielskim" - pisał swego czasu The Times.
Rzeczywiście, Banks był w swoim czasie najlepszym bramkarzem na świecie. W reprezentacji Anglii rozegrał 73 spotkania, z czego w 35 zachował czyste konto.

Znakiem rozpoznawczym Anglika była żółta bluza bramkarska, a podczas Mistrzostw Świata w Meksyku jego interwencja po strzale głową Pele została uznana za "paradę stulecia".

Karierę musiał niestety zakończyć w 1972 roku z powodu wypadku drogowego na skutek którego prawie stracił wzrok.

Co prawda większość tych informacji wziąłem z wikipedii, co nie zmienia jednak faktu, że z tego autografu niesamowicie się cieszę. Podpisy od byłych zawodników zawsze cenię sobie podwójnie, tym bardziej jeśli chodzi o prawdziwe legendy.
Autograf złożony jest markerem na zdjęciu standardowych wymiarów 10x15cm i pochodzi z wymiany.

środa, 15 listopada 2017

Telewizyjny debiut i od razu dublet


Normalny dzień w pracy i kolejne powiadomienie na telefonie. Tym razem jednak nieco inne od tych typowych, które wysyłają koledzy z zapytaniem czy dziś również wychodzimy obalić kolejną pizzę.

Jak się okazało tym razem skontaktował się ze mną jeden z reporterów TVP, który chciał zrobić ze mną wywiad na temat mojej kolekcji. Oczywiście było to dla mnie spore zaskoczenie, że kogoś zainteresowała moja kolekcja lecz po poznaniu szczegółów dowiedziałem się, że materiał miałby zostać wyemitowany w lokalnych wiadomościach TVP Rzeszów, więc po krótkim zastanowieniu zgodziłem się.

Przyznam się szczerze, że nie była to pierwsza taka propozycja, gdyż jakiś czas temu kontaktował się ze mną TVN odnośnie reportażu do programu prowadzonego przez Agnieszkę Szulim - "Na Językach". Ostatecznie jednak do niczego nie doszło.

Tym razem klamka już zapadła, a po zgraniu odpowiedniego terminu dla wszystkich zainteresowanych przyszedł mój czas na debiut przed kamerą...

Było to rzecz jasna dla mnie nowe doświadczenie. Co prawda niejednokrotnie w mojej pracy mam styczność z telewizją, lecz po raz pierwszy obiektyw był skierowany na mnie. Ze stresem nie było źle, lecz nie ukrywam, że język mi się nieco plątał.

Po nagraniu materiału otrzymałem informację o planowanej dacie emisji, aczkolwiek w kolejnych dniach myślałem o tym, że może lepiej byłoby gdyby materiał nie ujrzał światła dziennego, gdyż szkoda się kompromitować. Jest to jednak "tylko" telewizja lokalna idąca nie na całą Polskę, a województwo, więc w razie czego przeboleję.

Po kilku dniach zadzwonił telefon od tego samego reportera, który robił ze mną ów wywiad. W słuchawce usłyszałem "Norbert, Teleexpress wziął do siebie Twój wywiad, będziesz we wiadomościach." 
Skwitowałem to krótkim "fajnie", lecz dopiero po odłożeniu mojego ścinającego się na każdym kroku HTC zdałem sobie sprawę co się własnie stało, a w głowie miałem tylko jedno pytanie:"Co takiego ciekawego jest w materiale w którym chłopak z Mielca opowiada o tym jak ktoś smaruje mu mazakiem po zdjęciach?"
Odpowiedzi nie udało mi się uzyskać, lecz wiedziałem jedno. Włącz w poniedziałek "Teleexpress" i módl się, aby nie było tragedii...

***

Niedziela, dzień po ważnym przegranym spotkaniu ligowym, ogółem nastrój niezbyt dobry, lecz jak wiadomo oglądanie meczy w ostatni dzień tygodnia jest jak niedzielna msza w Kościele, po prostu rytuał.
Właśnie "skakałem" po dwóch kanałach przełączając z GP Brazylli w F1 na mecz LM piłkarzy ręcznych, gdzie PGE VIVE Kielce podejmowało duński Aalborg. Nagle dzwoni biało-niebieskie HTC, które z każdym dniem coraz bardziej chcę wyrzucić przez okno. Właśnie dobija się do mnie Babcia. Chwila zastanowienia po co, i już wiem! Pewnie jak zwykle che mnie zaprosić w poniedziałek na pierogi!
Ku mojemu rozczarowaniu nie chodziło o nie, a o to, że własnie widziała mnie w TV. Po rozłączeniu się i ogromnym smutku spowodowanym brakiem pierogów nagle na messengerze pojawiło się kilkanaście wiadomości o tym samym. Niestety żadna nie była z zaproszeniem na pierogi...

Wziąłem wielki wdech, włączyłem na internecie najświeższy Teleexpress i...to dziwne widzieć siebie we wiadomościach, ale zawsze mogło być gorze, np. z czarnym paskiem na oczach...

Jeśli chcecie, to na dole macie link do YouTuba, gdzie możecie zobaczyć wydanie "Teleexpressu" ze mną w roli (nie)głównej.
Jeśli nie macie chęci oglądać całego to przewińcie na minutę 9:05
Link -----> https://www.youtube.com/watch?v=YRRESBpP3gY&t=552s


Co najgorsze, albo najlepsze - sam już nie wiem - miałem być przecież jeszcze w TVP 3.


***

W poniedziałek wieczorem jak zwykle nie ma mnie w domu. Tym razem dzwoni mama. Szybkie zastanowienie się co znowu zrobiłem i czy ponownie czeka mnie opiernicz, że obiad stygnie. Po odebraniu słyszę "To kiedy pod ten dom Messiego jedziesz?"
Po tych słowach było jasne, że właśnie ustrzeliłem telewizyjny dublet. Międzyczasie dzwoniła jeszcze babcia, lecz ponownie ani słowa nie wspomniała o pierogach....


Po powrocie do domu wszedłem na stronę TVP Rzeszów i od razu na głównej stronie w moje oczy rzucił się nagłówek: "Imponująca kolekcja i Autografy Gwiazd Światowego Sportu."
Po kliknięciu moim oczom ukazały się znajome sceny, i jak się okazało materiał ten nie trwał już kilka sekund, a prawie dwie minuty...
Było dobrze do 33 sekundy, wtedy jednak przemówiłem i czar prysł. Z ręką zakrywającą twarz na jedno oko oglądałem siebie po drugiej stronie ekranu, dzięki czemu już w listopadzie zaczynam realizować soje postanowienie noworoczne - idę na siłownię, bo wyglądam tam jak Kubuś Puchatek, w rzeczywistości jest lepiej, przysięgam! :D

Najważniejsze jednak jest na samym końcu. Nigdy, przenigdy nie wspominałem o żadnej biografii, ale jak się dowiedziałem z wiadomości jest to moje marzenie...
No niestety, ale w tym przypadku Pan redaktor dodał to zupełnie od siebie, chcąc chyba w przyszłości zostać wydawcą. :)


Link do wydania wiadomosci TVP Rzeszów ze mną w roli (nie)głównej -----> http://rzeszow.tvp.pl/34796669/imponujaca-kolekcja-i-autografy-gwiazd-swiatowego-sportu




Wszystko to spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, lecz na pewno było to dla mnie niesamowite, nowe doświadczenie, które zapamiętam na długo.
Mój debiut mam nadzieję, że nie wypadł źle. Okazało się, że od razu ustrzeliłem "dublet". Hat-tricka się nie udało, ale to i dobrze, bo strach pomyśleć o jakich jeszcze moich marzeniach bym się dowiedział z TV, może nakręcenie filmu pełnometrażowego? :D

POWTARZAM! Nigdy w życiu nie wspomniałem o napisaniu biografii, więc nie weźcie mnie za jakiegoś pisarza. Ja jestem tylko prostym chłopakiem z Mielca, który lubi pierogi!

poniedziałek, 13 listopada 2017

Lukas Sinkiewicz i Jan-Ingwer Callsen-Bracker



Kluby z Bundesligi od lat szanują i dbają o swoich fanów regularnie odpisując na prośby o autografy zawodników, w związku z czym chyba każdy kolekcjoner bardzo chętnie powiększa swoją kolekcję o podpisy zawodników z ligi naszych zachodnich sąsiadów.

Tym razem w moje ręce trafiły nieco starsze grafy od byłych zawodników Bayeru Leverkusen - Lukasa Sinkiewicza i Jana-Ingwera Callesena-Brackera, który zapewne na sprawdzianach w szkole miał spore problemy, gdyż zanim się podpisał, to już trzeba było oddawać karteczki...

Pierwszy z nich jak możecie się domyślić ma polskie korzenie, i nie mylicie się, gdyż Lukas urodził się w Tychach.
Wybrał jednak grę dla Niemiec i chyba nie było to dla niego dobre rozwiązanie, gdyż rozegrał tam zaledwie trzy mecze.
Obecnie jest zawodnikiem VfL Bochum.

Jan I.C.B (w skrócie łatwiej :D) jest już rodowitym Niemcem, lecz on w seniorskiej reprezentacji nie rozegrał ani jednego spotkania.
Obecnie reprezentuje barwy FC Augsburg.

Autografy złożone są markerem na oficjalnych kartach Bayeru Leverkusen i pochodzą z wymiany.

piątek, 10 listopada 2017

Howard Webb


Tego Pana zna chyba każdy kibic polskiej reprezentacji...
Howard Webb - to właśnie ten sędzia podczas pamiętnego spotkania Polska-Austria na EURO 2008 podyktował w samej końcówce rzut karny dla naszych rywali, za co 40 milionów Polaków z premierem na czele chciało go zabić.


Musze przyznać, że ja również byłem w tym gronie, lecz po upływie lat zdałem sobie sprawę, że jedyny błąd jaki popełnił arbiter w tym meczu, to było uznanie bramki Rogera Guerreiro, która padła ze spalonego.

Mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii były dla angielskiego sędziego przełomowe, gdyż w kolejnych latach sędziował min. finał Ligi Mistrzów oraz finał Mistrzostw Świata.
Niedawno zakończył on swoją karierę z mianem jednego z najlepszych sędziów piłkarskich w historii.

Kilka miesięcy temu Howard Webb wydał swoją autobiografię, którą promował również w naszym kraju, poprzez osobiste spotkania z kibicami.
Gorąco polecam Wam jej przeczytanie, gdyż jest w niej sporo miejsca poświęconego tamtej sytuacji z EURO.
Dowiecie się również wielu ciekawostek "zza kulis" pracy sędziego. 

Wracając jednak do autografu, to zebrał mi go osobiście jeden z kolekcjonerów podczas jednego ze spotkań angielskiego arbitra z kibicami w Poznaniu.

Panie Howard...po 9 latach od tamtego meczu muszę przyznać Panu rację i przepraszam, że chciałem wtedy Pana "zabić"...